Przyszłość wyłania się z tego co minione. Przyszłe zdarzenia pojawiają się za przyczyną przeszłych – nikt nie próbuje jawnie kwestionować tego porządku rzeczy.
Jednak uporczywa propaganda wpoiła znacznej części społeczeństwa odruchowy sąd, że znajomość przeszłości nie jest do niczego potrzebna. Co znamienne, tę propagandę uprawiają środowiska silnie identyfikujące się właśnie na gruncie przeszłości.
Nie jest to dla wielu osób zbyt widoczne, ponieważ ich wierności własnej tradycji, odległej o ok. 40 lat po początki XX stulecia (nie rzadko i dużo dalszych odniesień), nie podkreślają z dumą i celebracją. Nie chcą, żeby czytelne były dla nas ich dzisiejsze dążenia.
Na skutek propagandy mającej uczynić ludzi bezwolnymi, miliony z nas tracą zdolność samopoznania z oczywistością, że cechy osobowości i wiedza człowieka mają swoje liczne źródła w zbiorowej pamięci.
Oczywiście, każdy z nas ma też swoje doświadczenia indywidualne z których musi korzystać. Jednak język z jego pojęciami, dzieło wiekowych doświadczeń, otaczająca nas wiekowa, narodowa i łacińska kultura z jej symboliką, obrazy ojczystej przyrody, bardziej czy mniej świadomie czynią ze zbiorowości jednostek wspólnotę.
Wyobraźmy sobie, że amputuje się nam naszą jednostkową pamięć, prywatną, dotyczącą najzwyklejszych spraw naszego życia.
Zostajemy pozbawieni całej wiedzy o sobie, np. z przed trzech lat wstecz. Nie pamiętamy doświadczeń z życia rodzinnego, miejsca pracy, spotkań towarzyskich, itp. Nie pamiętamy twarzy ludzi, którzy czasem kłaniają się nam. Wiemy, jaki mamy zawód, jaką pozycję społeczną, ale nie wiemy z jakich powodów właśnie takie. Zauważamy co nas różni od jednych, albo co upodabnia do drugich osób, ale nie wiemy na skutek czego.
Mamy może w domu sprzęt do górskiej wspinaczki, wiemy jak z niego korzystać, ale nie pamiętamy własnej fascynacji ze spotkań z górami, wrażeń, które składały się na nasze zamiłowanie do nich.
Czy ten brak pamięci nie zaważy na naszej przyszłości? Czy nie spowoduje błędów w podejmowanych decyzjach? Łatwo można sobie wyobrazić, że może doprowadzić nas do katastrofy, a nawet grozić utratą życia.
Analogiczne będą skutki utraty pamięci dla zbiorowości w której wyrośliśmy, dla narodu.
Tak, jak w wymiarze jednostkowym, wspólnota też dozna zaburzeń tożsamości, które będą powodowały jej osłabienie, pomyłki w zbiorowych, społecznych wyborach i rozpad – analogiczny do rozpadu osobowości jednostki.
Pomniki na ulicach miast, powinny być wprowadzone do przestrzeni naszego życia zbiorowego po starannym namyśle. Rolą ich jest bowiem zaświadczać i przypominać o tym, jakie wartości są bliskie naszej duchowej i umysłowej konstrukcji. Konstytuują naszą wspólnotową tożsamość, wspierają uzasadnienia naszego „być”, naszych przyszłych wyborów, sprzyjają spójności i stabilności naszego życiu narodowego.
Te same błogosławione skutki zyskuje nasze życie osobiste, jeśli świadomie nawiązuje do korzeni swej kulturowej konstrukcji.
„Mądrość”, która święci dziś triumfy i wyrządza nam szkodę, ale którą każdy na pewno słyszał: „Szkoda pieniędzy na pomniki! Ludzie nie mają pieniędzy na zapłacenie za prąd, bywa, że i na chleb a chce się stawiać pomniki!”.
Duży naród nie może zaniechać rozwoju we wszystkich sferach swego bytu. Można z łatwością dowodzić, że brak troski o (przemyślane i potrzebne) pomniki, najpewniej będzie współwystępował w takim społeczeństwie z brakiem poczucia odpowiedzialności za los innych jego członków – z braku poczucia wspólnoty z tymi ludźmi.
Co mnie oni obchodzą? Co mam z nimi wspólnego? Liczę się tylko ja, albo jeśli są dla mnie jakoś ważni jako ludzie, to przecież nie bardziej, czyli praktycznie wcale, niż ci w Afryce, Azji… . Po co Polska i to całe poczucie wspólnoty? Niech nami obcy rządzą, oni lepiej administrują! – zdarzało się słyszeć.
Nie miejmy złudzeń. Jeśli nie stawiamy własnych pomników, postawią je wbrew naszemu interesowi i na naszą szkodę inni – i to za nasze pieniądze, wielokrotnie większe, niż my pozwalamy sobie wydać na własne. Przykładem, ogólnoniemiecki pomnik kindertransportów w Gdańsku, za bez mała milion złotych – z naszej, budżetu miasta, kieszeni.
Ten „symbol wszystkich kindertransportów” z ziem pod nazistowskim terrorem wyprawionych przed wybuchem wojny, który powinien obciążać niemieckie sumienia w Niemczech, obciąża Polskę. Kreuje ją na centrum kindertransportów a więc i nazizmu.
Drugi przykład. Tablice upamiętniające zatonięcie niemieckich statków z niemieckimi uciekinierami, wśród których, oprócz niemieckich, zbrodniczych formacji wojskowych, byli niemieccy cywile, ich rodziny, często też winni mordów i krzywd na Polakach Pomorza, zawisły właśnie w Gdyni.
Trzeci przykład. „Dziennik Bałtycki” (9.10.2009 r.), gazeta – niemieckich jej właścicieli – dla Polaków, rozpoczął akcję przywracania niemieckich pomników, z przed odzyskania Pomorza przez Polskę w 1921 r.
Walka o pamięć, którą w zjednoczonej Europie prowadzą mające wolę życia narody, a niektóre i wolę dominacji, nie wróży niczego dobrego Polakom, z uwagi na nasz stan narodowego ducha i zamykanie oczu na rzeczywistość.
Zaniechania w obronie własnej tożsamości, kondycji ducha i naszego dobrego imienia, rzutować będą na pozycję Polski we wszystkich sferach kontaktów we współczesnym świecie.

